--- tags: szkic --- # Terfizm ## Wprowadzenie W ostatnich dniach część polskiego internetu żyła aferą wokół słowa „terf” i oskarżeniami w stronę niektórych osób na lewicy. Sprawa dojrzewała w swojej bańce informacyjnej przez ostatnie miesiące, więc osoby już w nią zaangażowane orientują się w rzucanych określeniach. Postaramy się wyjaśnić, co znaczy to określenie i dlaczego jest używane. „Terf” to skrót od „trans-exclusionary radical feminist”, czyli po polsku „radykalna feministka wykluczająca osoby transpłciowe”. Skrót ten pojawił się w 2008, by odróżnić grupę radykalnych feministek odrzucających ideę akceptacji osób trans od ogółu feministek radykalnego nurtu. ## Wyjaśnijmy od razu dwie rzeczy: 1) Gdyby przetłumaczyć „exclusionary” jako wyłączanie z własnego aktywizmu i tak właśnie by to wyglądało, tj. na zajmowaniu się tematyką dotyczącą kobiet cispłciowych (czyli nie transpłciowych) nie byłoby problemu. Określenie „terf” jest jednak używane wobec osób, które przyczyniają się do rzeczywistego wykluczenia osób transpłciowych, tworząc narrację o tym, że ich interesy kłócą się z interesami kobiet cispłciowych. Najbardziej zaangażowane osoby z tego nurtu wprost lobbują za rozwiązaniami, które godzą w prawa osób trans. 2) Używam w tłumaczeniu słowa „feministka” ze względu zakorzenienie argumentów „terfów” w feminizmie. Naturalne jest więc, że to przede wszystkim kobiety będą ich używać. Kiedy mężczyzna jest transfobiczny, często jest po prostu transfobiczny i nie próbuje tego ukrywać za walką z patriarchatem. Oczywiście nie znaczy to wcale, że nie ma „terfów” mężczyzn, tak jak ogólnie są mężczyźni, którzy nazywają się feministami. Obecnie określenie „terf” stało się na tyle popularne, że jego pierwotne znaczenie zostało wypaczone. Radykalny feminizm jako część definicji bardzo często nie jest w ogóle brany pod uwagę i „terfami” nazywa się po prostu transfobiczne osoby, które swoje uprzedzenia maskują troską o kobiety. # Co mówią „terfy” Co właściwie mówią „terfy” i jaka jest ich taktyka? To zależy od stopnia uprzedzeń. „Terfy” mogą widzieć osoby trans jako chore psychicznie, które wymagają terapii, by zaakceptować swoje ciała. Korektę płci nazwą „okaleczaniem”. Mniej skrajne „terfy” tolerują osoby trans na własnych zasadach – dla nich to „biologiczni mężczyźni/kobiety”, które „identyfikują się z inną płcią”. Mówienie o zagrożeniach płynących z powodu równouprawnienia osób trans to kluczowy punkt strategii „terfów”. Oto ich straszaki: * Jeśli słowo „kobieta” będzie obejmowało zarówno kobiety cis i trans, nie będzie można mówić o przemocy, gdzie motywem jest kobieca płeć (np. brutalne obrzezanie dziewczynek) * Nie będzie można mówić „kobieta” (popularne w Polsce) * Lesbijki będą dyskryminowane, bo będą musiały współżyć z trans kobietami * Osoby niewpisujące się w stereotypy płciowe będą przekonywane do tranzycji i okaleczane * Trans kobiety będą gwałcić cis kobiety w toaletach publicznych, przebieralniach i więzieniach * Będzie przybywać osób, które zmieniają zdanie i odwracają proces korekty płci * Blokery hormonalne będą szkodzić dzieciom (niedostępne w Polsce, stosowane w niektórych krajach, by opóźnić dojrzewanie u transpłciowych nastolatków) * Transpłciowe kobiety zdominują sporty kobiece * Komentowanie żadnego z powyższych nie będzie możliwe, ponieważ każda osoba przeciwna tym scenariuszom będzie uciszona i nazwana „terfem” Powyższe przykłady opisałam chłodno, by wybrzmiał ton, jakim „terfy” mówią o osobach trans. Jeśli czytać wszystko razem, ta narracja kojarzy się z propagandą fundamentalistów na temat osób homoseksualnych czy uchodźców. Jeśli jednak osobie nieświadomej przedstawić w wyważonych słowach wątek sportu czy postrzegania słowa „kobieta” jako zakazanego, można trafić na podatny grunt. Jeśli przyjrzeć się aktywności „terfów” w mediach społecznościowych, rzadko kiedy ich wypowiedzi to recytowanie listy. Zamiast tego propaguje się wrażenie, że interesy kobiet cispłciowych i osób trans są sprzeczne. # Jak „terfy” widzą osoby trans? Przyjrzeliśmy się już straszakom, jakie o osobach trans mówią „terfy” innym, a jak patrzą te osoby na osoby transpłciowe ogólnie? Jeśli nie równouprawnienie oraz autonomia decydowania o własnym ciele i płci, to co proponują w zamian? Jak wspomniałam wcześniej, „terfy” mogą gardzić osobami transpłciowymi lub je tolerować, ale raczej łączy je zgoda, że dysforia płciowa jest realna. Dysforia płciowa to silny dyskomfort psychiczny spowodowany konfliktem między prawdziwą tożsamością płciową osób trans a ich ciałem czy postrzeganiem przez społeczeństwo. Podczas gdy standardem „leczenia” dysforii jest korekta płci, wbrew nauce „terfy” uważają jednak, że dysforię należy „leczyć” terapią i zachęcić osobę, by zaakceptowała „płeć biologiczną”. Z tego też powodu dla „terfów” transpłciowe kobiety mogą się wydawać tak obsesyjnym punktem zainteresowania – są dla nich zaburzonymi mężczyznami, którzy zawłaszczają przestrzeń „prawdziwych kobiet”. Transpłciowi mężczyźni są z kolei „zagubionymi siostrami”, czyli kobietami, które z powodu mizoginii i stereotypów dały sobie wmówić „ideologii gender”, że są mężczyznami. Często osoby oskarżane o bycie „terfami” będą mówić, że wcale nie nienawidzą osób trans (bo przecież chcą, by się leczyły, a nie dały okaleczać chirurgom) i że też je wspierają (bo trans mężczyźni to dla nich kobiety, czyli też obiekt zainteresowania). Stosunek do osob transpłciowych będzie więcej dwojaki – z jednej strony pogarda wobec transpłciowych kobiet, z drugiej politowanie dla transpłciowych mężczyzn. Bardziej umiarkowane „terfy” mogą tolerować prawdziwą tożsamość osób trans, ale pod warunkiem, że te osoby „znają swoje miejsce”. Pamiętam przeglądanie profili osób trans, które często cytowała i wychwalała J.K. Rowling, jedna z najbardziej znanych „terfek”. Były to osoby mocno umniejszające swojej wartości, mówiące rzeczy jak „wiem, że nigdy nie będę prawdziwą kobietą i nie próbuję być”. Idealne osoby trans.   # Po co rozmawiać o „terfach” i mnożyć pojęcia? Nie lepiej je przemilczeć? Niestety przykład Wielkiej Brytanii pokazuje, jak dezinformacja w mediach społecznościowych może doprowadzić do realnych zmian w „prawdziwym świecie”. Osoby transpłciowe w Wielkiej Brytanii od kilku lat przeżywają kryzys. W mainstreamowych mediach co rusz wypowiadają się transfobiczne osoby, które sprzedają „argumenty”, o których wspominałam wcześniej. Straszy się molestowaniem, uciszaniem, wymazywaniem lesbijek i kobiet w ogóle, detranzycją na masową skalę. Ostatnio w jednej z brytyjskich gazet widziałam nagłówek „Lesbijki niedługo staną się gatunkiem zagrożonym”. Wielką bohaterką jest z kolei Keira Bell, kobieta, która wycofała się z tranzycji, a teraz walczy o to, by utrudnić ją nastolatkom. Jest pokazywana jako przykład nastolatki skrzywdzonej przez „ideologię gender”, mimo że podjęła decyzję o mastektomii już jako pełnoletnia osoba. Jeśli rzucić okiem na jej media społecznościowe, widać tam liczne wypowiedzi znanych brytyjskich terfów. Temat wycofania się z tranzycji z powodu złej diagnozy, który statystycznie dotyczy procenta osób trans, jest zresztą jednym z ulubionych narzędzi „terfów”, które traktują go przedmiotowo i usiłują zawyżyć jego skalę. Jeśli chcecie zmierzyć się z brytyjską transfobią, zapraszam do czytania i słuchania aktywistki Katy Montgomerie. Ostrzegam jednak, że omawiane przez nią treści są przepełnione nienawiścią i mogą pogorszyć nastrój. Jakie są efekty? Od 2015 r. skala transfobicznej przemocy wzrosła czterokrotnie. Kilka miesięcy temu jedna z prywatnych aptek wycofała się z realizacji leków dla osób trans z powodu transfobicznej nagonki. Transpłciowe nastolatki czekające na blokery hormonalne opóźniające dojrzewanie muszą ponownie przejść proces diagnostyki i kwalifikacji, co może u nich doprowadzić do „nieprawidłowego” dojrzewania, którego miały uniknąć dzięki blokerom. W Parlamencie toczy się debata o wolności słowa, w której o swoich doświadczeniach „cenzury” będą opowiadać najbardziej toksyczne i transfobiczne osoby internetu. # Jak poznać „terfa” i na co uważać? Ustaliliśmy, że „terfy” działają w mediach społecznościowych, a ich narzędziem jest manipulacja. Jak upewnić się, że nie łapiemy się na ich propagandę? Podobnie jak z wieloma innymi rodzajami propagandy opartej na uprzedzeniach: * Podchodźmy z ostrożnością do osób, które przedstawiają jakąś grupę społeczną jako niebezpieczną, skłonną do przemocy * W dyskusjach, które wymagają wrażliwości (jak np. trans kobiety w sporcie) uważajmy na osoby, które traktują np. zdjęcia transpłciowych kobiet czy memy jako argumenty * Traktujmy ostrożnie profile z „RadFem” w nazwie, jeśli często postują nt. osób trans Czerwone flagi: * „Adult human female” – „dorosła samica człowieka”, taki opis w mediach społecznościowych często dodają „terfy”, by podkreślić „biologiczność” płci * „Woman is not a feeling” – “kobieta to nie uczucie”, jak wyżej – tak bagatelizują osoby trans * „TRA” – „transgender radical activist”, „radykalny transpłciowy aktywista”, tak „terfy” określają aktywistów transpłciowych, którzy nie przepraszają, że żyją * „LGB”, „LGB drop the T”, “gay not queer” itp. – mogą to pisać transfobiczne osoby homoseksualne, które chcą wyrzucić osoby trans/queer poza nawias społeczności LGBTQ+ * „biologiczna płeć”, „biologiczna kobieta” – kiedyś odradzane i archaiczne określenie na płeć przypisaną osobom trans przy urodzeniu, teraz coraz częściej używane do podkreślenia, że większe znaczenie tożsamości płciowej w porównaniu z chromosomami czy gonadami to tylko pogląd, który mają osoby trans, a którego nie trzeba podzielać * „zajmuję się kobietami, nie osobami trans” – transpłciowe kobiety to też kobiety. Takie „subtelne” stawianie granicy to mruganie okiem do transfobów * „cis to obelga” – „cis” i „trans” to opisywanie rzeczywistości. Tak jak „hetero” Pamiętajcie, że osoby trans są różnorodne. Krótki lont i chamstwo jednej osoby nie świadczą o innej. Ktoś może mieć dość tłumaczenia, kim jest, ja natomiast chętnie odpowiadam na pytania. Jeśli coś was gnębi, odzywajcie się, chętnie wytłumaczę.