# PODSUMOWANIE SEZONU LARPOWEGO 2024 Rok temu pojechałem na swojego pierwszego larpa - Gothica. Było to dla mnie niesamowite odkrycie. Świat larpowania - czyli pomieszanie improwizowanego teatru, gry terenowej i przeniesienia się do innych światów - tak mnie wciągnął, że z jednego larpa rok temu - w tym roku pojechałem na sześć. Wzrost o 500%, a i tak kończę sezon z niedosytem. Jest przecież tyle larpów do zagrania, a tak mało czasu. Myślę, że nie bez znaczenia ma tu community larpowe, bo w tym bardzo się odnalazłem - o czym już kiedyś rozpisywałem się [tutaj](https://hackmd.io/@aleksanderziel/HJgXQw533). Jest to bardzo otwarta społeczność, i jest to taka otwartość, której brakowało mi po wyjeździe z Erasmusa sprzed kilku laty. Ze swoimi larpiakami już ponad rok wymieniam wiadomości przez Discorda, spotykam się na Gothic Piwach (będące tylko przykrywką do spotkania się), no i widuję się często na co dzień - czy to na planszówki, urodziny czy przysłowiowe piwo na Wyspie Słodowej. W tym tekście przejdę przez szóstkę larpów zagranych w tym roku, opisując je co nieco ze swojej perspektywy. ## Secesja (Warhammer) - maj/czerwiec ![image](https://hackmd.io/_uploads/Hkzdc1V1yl.png) zdj.: **Jesiotr** przywiązany do armaty za posiadanie niepoprawnych politycznie materiałów. Mój pierwszy larp bitewny i pierwszy larp na wolborskiej patelni. Do warhammerowego oddziału bitewnego *Męty Stirlandu* zwerbowali mnie Dominik i Gosia, których znam z Gothica i Gothic Piw. "*Mamy darmową wejściówkę, jedź z nami".* Twierdzę, że tylko głupi by nie skorzystał, a na takiego nie chciałem wyjść - tak więc trafiłem w samej końcówce maja do Wolbórza koło Piotrkowa Trybunalskiego do oddziału chłopskiego. Niemal każdy w oddziale ma ksywkę powiązaną z jakąś rybą. Wybrałem więc sobie ksywkę - Jesiotr. Larpy bitewne różnią się od narracyjnych. Pełna immersja zdarzeń dzieje się głównie na polu bitwy i przy wchodzeniu w interakcję z innymi oddziałami podczas życia obozowego. A to kręciło się w 'Wolbuschu' całkiem nieźle. Jako, że u nas w oddziale niemal każdy jest ze sobą lorowo spokrewniony, wyruszyłem ze swoją fabularną matką na poszukiwania żony w innych oddziałach. Mój pomysł na postać Jesiotra to granie głupka i ciamajdy. Jakimś cudem Jesiotr wszedł w posiadanie materiałów propagandowych drugiej strony. Po odkryciu tych rewelacji, jeden z Żandarmów kazał przywiązać mnie do armaty. Po całej scenie Karaś (moja matka) skomentowała to jedynie tekstem *"Co ty Synek narobiłeś? Dziołchy to ty tutaj nie znajdziesz"*. ![image](https://hackmd.io/_uploads/rkeN2m2J1e.png) zdj.: Wodowanie tratwy na Wolbórce. Lubię swój oddział, nie jest w nim nic na poważnie, co wiąże się z dużą ilością komicznych scen. Jedna z moich ulubionych to ta, w której w pełnej burzy wodujemy zbudowaną przez nas tratwę na rzece Wolbórce. No i jeszcze ta kuchnia Buni, palce lizać. Zaplanowane było kilka bitw na dużym polu. Choć przyjemnie się bije bezpieczną bronią z innymi oddziałami, to niestety widać u niektórych powergaming, gdy ludzie nie padają po straceniu tych słynnych dwóch punktów życia. W pamięci też mam tę jedną bitwę, w której nasi oponenci zjawili się dopiero po 45 minutach (bitwy były zaplanowane na konkretne godziny). Problemy organizacyjne drugiej strony wywołały frustrację po naszej stronie, do tego stopnia, że zostali wtedy rozgromieni w kwadrans. I choć ostatecznie wojny nie wygraliśmy, zaliczam ten wyjazd na plus. Ave Sigmar! ## Vault 47 (Fallout) - sierpień ![image](https://hackmd.io/_uploads/SJo_n1NJ1g.png) zdj.: **Alex Green** wraz z syntką Zoyą Larp, który zdeklasował dla mnie konkurencję w tym roku. Larp, który uważam za najlepszy jaki zagrałem w swoim życiu. Larp, którego pobić będzie trudno. Gdy usłyszałem rok temu, że odbywa się larp w tym postapokaliptycznym świecie, stwierdziłem, że chcę zagrać sobie postać hipisa bez broni. Ot, dziwna fantazja, którą wpisałem w zgłoszenie. Gdy dostałem kartę postaci - byłem wniebowzięty, bo to wszystko zostało tak świetnie wplecione w postać i lore tego świata. Moja postać czyli Alex Green (ja wiem, że niezbyt oryginalnie) była osobą, która wierzyła w dobro w tym postapokaliptycznym retro świecie. Nie nosiła ze sobą żadnej broni. Oznaczało to, że miałem chronić za wszelką cenę syntki Zoyi (pozdrawiam Agatę), na którą poluje Insytut, z którego uciekła. Zoya nie znała swojej przeszłości, więc trzeba było mieć oczy dookoła głowy. ![image](https://hackmd.io/_uploads/rkl57P6yJg.png) zdj.: **Alex Green** tańczy z Cassie w czasie konkursu Miss i Mistera Osady W sobotę gdy zagęściły się wątki, Osada przypominała dla mnie wrzący kocioł. Szczególnie w scenie gdy uciekaliśmy z New Eden przed łowcą nagród Jo Blackiem - klimat absolutnie nie do podrobienia, gdy z radiostacji w tle leci "Mr. Sandman" od The Chordettes czy "It's Now or Never" od Elvisa Presleya. To była tak dobra scena, że chyba uważam ją za mój peak larpowania na ten moment. Tym śmieszniej, że Jo Black wcale nas wtedy nie szukał,ss bo myślał że jesteśmy poza grą. Moja karta postaci była tak skonstruowana, że miałem wrażenie, że fabuła mojej postaci jest bardzo istotna dla gry - a przynajmniej idąc przez Osadę miałem wrażenie, że rozmawia się o mojej misji chronienia Zoyi. Co mam więcej powiedzieć, tego larpa da się tylko chwalić. Bo to co mi się nie podobało, zostawię dla siebie. ## Gothic - sierpień ![image](https://hackmd.io/_uploads/Hk5oa14yyg.png) zdj.: Kopacz **Dastan** w kopalni wraz z Drugą Brygadą. To jest i będzie mój ulubiony larp. Kropka. Trudno być obiektywnym wobec wydarzenia, na które czeka się cały rok, a gdy w końcu pojawiam się w Czyżowicach i widzę w większości same znajome twarze, mam banana na twarzy od ucha do ucha. Rok temu to na tym larpie stawiałem swoje pierwsze kroki jako świeżynka, teraz wróciłem już jako osoba z pomysłem na grę. A trochę tego było, bo wraz z kilkoma znajomymi postanowiliśmy przenieść Podziemny Krąg (wzorowany na filmie) do świata Gothica. Było trochę szykowania tego wątku przed grą i trucie tyłka Mistrzom Gry, ale feedback od ludzi był bardzo pozytywny, więc cieszy mnie niezmiernie, że to wyszło. Dalej będę się śmiać, że przez dwie edycje jeździłem jako kopacz, żeby wylądować w kopalni i rzeczywiście kopać rudę prawdziwym kilofem i młotkiem. Płacić za robotę fizyczną? Proszę, nie mówcie tego mojemu ojcu. ![image](https://hackmd.io/_uploads/BJ5zTwpyke.png) zdj.: **Dastan** w czasie walki na arenie w Starym Obozie. Cena biletu w tym roku wzrosła. Zdecydowanie widać na co poszły te pieniądze, bo tym razem zatrudniono firmę WonderLarp, która wyniosła poziom efektów specjalnych (dymy, fajerwerki i ognie) w czasie gry do nowego ekstremum jakie widziałem. Moim głównym zarzutem do gry jest wiec Cieni, na którym decyduje się o wzięcie w szeregi nowych członków. Scena potoczyła się w bardzo zły kierunek, gdy niektóre postacie przypadkowo awansowały z bardzo małym poparciem cieni. Jak pasuje to bardzo do nieprzewidywalnego charakteru Kolonii Karnej, tak nie było to w porządku dla graczy, którzy przez dwa dni biegali i pocili się, żeby dostąpić awansu społecznego. Mi awansować się udało i trzeciego dnia gry byłem jednym z inauguratorów nowej bandy Cieni czyli *Ministrantów*. Dość szybki awans społeczny jak na kogoś, kto dzień wcześniej żeby zarobić bryłki rudy grzebał w śmieciach Nowego Obozu, żeby wyciągać butelki na kaucję w karczmie. To był bardzo dobry larp. Za Gomeza! ## Inwazja (Warhammer) - wrzesień ![image](https://hackmd.io/_uploads/BkhWTy4yJe.png) zdj.: **Jesiotr** z oddziałem Mętów. Larp, którego dalej nie wiem jak ocenić. Inwazja to warhammerowy larp bitewny, który polega głównie na skirmiszach czyli małych potyczkach międzyoddziałowych. Gra odbywała się w Łutowcu, w którym byłem pierwszy raz i muszę przyznać - bardzo podobał mi się ten teren gry. Niestety wyrzucenie naszego oddziału na obrzeża lasu było dla mnie minusem. Nie podobało mi się to, że do okolic Fortu w którym ciągle się coś działo, musieliśmy przejść koło 25 minut spaceru. Choć jak bardzo lubię chodzić, tak miałem wrażenie, że izoluje to nas od rozgrywki. Jako, że zapowiadane na weekend były duże ulewy zagęszczono wątki fabularne na dzień pierwszy. Trzeba przyznać, że było intensywnie, ale oddziałowo zaplanowaliśmy na drugi dzień bardzo duży wątek. I niestety, w nocy z piątku na sobotę przyszła ogromna ulewa, która zmusiła nas do przedwczesnej ucieczki. ![image](https://hackmd.io/_uploads/B1fIkO6y1g.png) zdj.: Męty w swoim obozie. Minął miesiąc, a ja dalej tego nie przetrawiłem. Oprócz tego co zaplanowaliśmy sobie obozowo, byłem dodatkowo umówiony z innym oddziałem na pojmanie i tortury. Sobota mogłaby być moim najlepszym dniem, jeśli chodzi o larpy bitwene w tym roku, a tak pozostaje duży niedosyt. Ulubiona scena? To ta jak zaatakował nas Chaos i zaczęliśmy się źle czuć. Zaczęliśmy udawać, że zbiera nam się na wymioty. Tak dobrze mi to szło, że mój mózg myślał, że serio chcę wymiotować. To co na pewno zapamiętam z Łutowca to tę ulewę i ogromne błoto. No i najlepszy rozkaz jaki dostałem w życiu, który przeszedł już do kanonu oddziałowego - "Jesiotr, stwardnij!" ## Pradawne Zwoje (Skyrim) - wrzesień ![image](https://hackmd.io/_uploads/Hkyl21Nkkx.png) zdj.: Drwal **Rory** wraz ze swoją ukochaną Tofą w grobie Pierwsza edycja larpa, który musi ponaprawiać wiele rzeczy. Powódź na Dolnym Śląsku i zbliżająca się woda do Wrocławia mocno postawiła mi wyjazd na Pradawne Zwoje pod znakiem zapytania. Mimo wszystko zdecydowałem się na wyjazd, chociaż czułem, że jeden dzień noszenia worków z piaskiem pod zoo to o wiele za mało i powinienem zrobić więcej. Nic dziwnego, że wyjazd w takich okolicznościach był w zasadzie odskocznią od wszystkiego co się dzieje. Niestety mam się do czego przyczepiać. Nie chodzi tu nawet o to, że w dużej mierze miałem trochę poczucie "gdzieś to już widziałem" spowodowane tym, że większość graczy to znajome twarze z Gothica. Tutaj po prostu wyszły takie smaczki, które psuły mi grę. Największym problemem jaki spotkał tego larpa to nieprzedstawienie się frakcji przed grą. Wpadłem przez to w pułapkę grania ze swoimi znajomymi, a nie tymi z którym powinienem. Zabrakło mi również klimatu The Elder Scrolls, nie wiem z czego to wynikało, ale czułem jedynie, że gram larpa fantasy. Nie podobał mi się też pomysł fotobudki w czasie gry, bo niepotrzebnie rozbijało to grę. Problemem było też to, że mechanika zdobywania budulców dla mojej postaci (byłem drwalem) nieumyślnie została sabotowana przez organizatorów, bo umieścili oni wszystkie budulce w skrzyniach na grze. Zdecydowanie muszę zaliczyć na ogromny plus charakteryzację innych ras. Charakteryzatorki wykonały niesamowitą robotę, bo przechodzenie obok Altmerów czy Bosmerów przykuwało niesamowicie wzrok na tych postaciach. ![image](https://hackmd.io/_uploads/ryAspP6y1l.png) zdj.: Zakochani **Rory** i Tofa Jako drwal Rory specjalnie wynajdowałem jakieś konary leżące niedaleko traktu, obwiązywałem je liną jutową i wrzucałem na drogę. W takim otoczeniu rąbanie drewna było bardzo przyjemne, a dodatkowo wymuszało na przechodzących interakcje z moją postacią. Jeśli chodzi o mój główny wątek, to muszę przyznać - wątek romansu z Kapłanką Tofą wyszedł nam z Alicją perfekcyjnie. Ja Cesarski, ona Nordka. Ona mężata. Zakazana miłość. Gdy już wydaje się, że kochankowie są tak blisko tego czego chcą czyli bycia razem, umierają w tej samej scenie zabici przez Wiłę. Pochowano nas tuż obok siebie - niemal Romeo i Julia w świecie Skyrima. Chwilę po naszym pogrzebie pieczętowano pobliski kurhan. Dogadaliśmy się, że wyjdziemy jako ożywiency z grobu, bo akurat wychodziły draugry z kurhanu. Wojownicy ustawiali flankę, a tu nagle ja i Tofa wychodzimy z grobu za ich plecami. Armia w popłochu, bo nagle pojawił się niespodziewany dla nich czynnik. Moja ulubiona scena tej gry. Ponadto wylosowali mi się bardzo fajni gracze do rodziny. Jak umarłem, to fabularna matka się dosłownie rozplakała nad moim ciałem i wpadła w histerię. Czułem wewnętrzny zachwyt dla tej gry aktorskiej, aż chciałem wstać z grobu i zacząć klaskać. Nie mogę powiedzieć, żebym bawił się źle, ale zdecydowanie ten larp można usprawnić na tyle, by stanowił topkę fantasiakowych larpów terenowych. ## Miecz Królów (Gra o Tron) - październik ![image](https://hackmd.io/_uploads/Synr21EJ1e.png) zdj.: 'Brat' **Loreth** ze swoim przyjacielem Jace'm Finałowy Larp w sezonie. Larp z ogromnym potencjałem. Mój pierwszy larp w Wiosce Fantasy pod Przemyślem. Kto oglądał Grę o tron, ten wie jak wyglądał Kit Harrington w roli Jona Snowa. Nic dziwnego, że ucieszyłem się gdy zwolnił się wakat Nocnej Straży na tę grę. *"Przecież to jest idealna rola dla mnie"*. Była. Zdecydowanie była to też moja najlepsza larpowa stylizacja na przestrzeni moich siedmiu odbytych już larpów. Zresztą dużo osób śmiało się, że budżet larpa poszedł na wynajęcie Kita Harringtona. W tym larpie trochę rzeczy nie wyszło jak powinno. Obarczam o to winą małe zaplecze. Grę koordynowało jedynie dwóch MGków, z czego jeden wylądował na SORze drugiego dnia gry. Dobrze, że gra miała zaawansowanych graczy, problemów więc z kleceniem wątków nie było, chociaż przyznam że drugiego dnia gry zabrakło zdecydowanie eventów. Sam nie dostałem nawet karty postaci, ale briefing przed grą wynagrodził mi ten brak. Był absolutnie wyczerpujący, a może i bogatszy od tego co dostałbym w karcie. Nie wcielałem się bowiem w Nocną Straż, a moja postać czyli Loreth wcale nie była bratem z Muru, tylko rzezimieszkiem lokalnego banity Johna Riversa. Nieudolne wcielanie się w Strażnika Muru zdecydowanie przyniosło mi dużo frajdy. ![image](https://hackmd.io/_uploads/Syw5bxNJyg.png) zdj.: **Loreth** 'złapany' na kłamstwie, tuż po ucięciu mu palca Doprowadziło to do sceny w której Siedmiu Rycerzy przepytywali mnie na temat Muru, a gdy jeden z nich stwierdził, że kłamię dostałem cios w brzuch. Gdy nie potrafiłem przypomnieć sobie przysięgi Nocnej Straży (skąd niby miałem ją znać?), jeden z Rycerzy obciął mi najmniejszego palca. Widzę w tej grze bardzo duży potencjał, zachwyciła mnie immersja tego świata. Łatwo było poczuć, że to jest ten brudny świat Westeros. Chociaż nie oszukujmy się - gra w warunkach błota i deszczu jest samograjem klimatycznym. Ta gra z pewnością mogłaby być lepsza i jestem przekonany, że będzie. Planowana jest bowiem trylogia. Sam będę próbował to dowieźć, bo na przyszłą edycję zgłosiłem się do pomocy przy organizacji. ___ W tym roku dorosłem jako gracz. Rok temu nieśmiało stawiałem pierwsze kroki i odgrywałem postać Dastana na Gothicu, głównie klimacąc po frakcjach - co zresztą odegrało rolę przy pierwszym larpie. Teraz już wiem, że larpy są idealną płaszczyzną do realizacji swoich wariactw, dziwactw i po prostu dobrej zabawy. Bo o to w tym wszystkim chodzi, prawda? A co w planach na przyszły rok? Trochę się tego szykuje - sezon zaczynam już w lutym na Metrze 2033 w Kopalni Bochnia. Inne planowane larpy to: w maju Idzie Niebo Ciemną Nocą (Wiedźmin) i Allenstern (Warhammer), w czerwcu Rejza (Trylogia Husycka), w sierpniu Gothic (jakżeby inaczej), we wrześniu Fallout i zapewne w październiku nieogłoszona jeszcze kolejna edycja Miecza Królów. To był dobry sezon. Zapnijcie pasy, bo ja dopiero zaczynam. Aleksander Zieliński