# Przykłady niekoniecznie trafionych interfejsów - czyli jak naprawić Anglię!
## Autobusem byle gdzie... Ale o której?
Każdy lubi podróżować. Lot samolotem opłacony, dojazd do lotniska załatwiony, pobyt w hotelu zarezerwowany. Pozostaje tylko odłożyć bagaże i można zacząć zwiedzanie. Tylko sprawdzenie rozkładu jazdy autobusów (bo przecież większości studentów nie stać na wynajem samochodu) dzieli nas od zobaczenia celów wyczekiwanej podróży. W większości przypadków nie stanowi to dużego wyzwania. No chyba, że przez przypadek wylądowaliśmy w Anglii...
Tajemnicą nie jest, iż na co dzień mieszkańcy tego regionu używają zegara 12-godzinnego, natomiast w rozkładach zawsze podają czas w międzynarodowym formacie 24-godzinnym. Być może jako ukłon w stronę obywatelów krajów nieanglojęzycznych (bądź ku swojemu zakłopotaniu).
Nie da się ukryć, że osoba tworząca poniższy rozkład jazdy na trasie Falmouth - Penryn - Truro - Newquay chciała poinformować nas o wszystkim. Naraz. Od trasy pojazdu z każdym przystankiem, poprzez wskazanie na niektórych przystankach osobno godziny przyjazdu jak i odjazu, aż po wypisanie jawnie czasu przybycia odpowiedniego pojazdu, jak również niebezpośrednio, angażując tym samym nasze podstawowe umiejętności matematyczne.

Pierwszą myślą pojawiającą się po zerknięciu na taki rozkład jest prawdopodobnie chęć ucieczki od zagłębiania się w taką ilość informacji. Żyjemy w czasach, w których kluczem jest prosty przekaz. W niebiejskiej części grafiki opisane mamy wypisane minuty, które należy dodać do pełnych godzin następujących po czasie podanym z lewej strony tabelki aż do godziny podanej po prawej stronie. No właśnie, ale czy należy brać pod uwagę godzinię, o której odjechał (bądź przyjedzie) autobus danego serwisu? (88/88A) Czy może ostatniej (pierwszej) widocznej na różowo-białej części tabelki? A to tylko rozkład od poniedziałku do piątku dla jednej linii!

Powyższy rozkład przedstawia, na szczęście, trasę tylko jednego autobusu - jednak zbyt mały kontrast skutkuje niezadowalającą czytelnością. Natomiast 'green box' wyznaczony jedynie niezbyt grubymi zielonymi prostymi może sprawić, iż spiesząc się na Wigilię urządzaną przez i tak rzadko widywaną rodzinę w Anglii, przywieziemy zimne i zmoczone przez deszcz ciasta, po tym jak zrezygnowani wydamy krocie na taksówkę.
Aby zwiększyć satysfakcję z korzystania z powyższych interfejsów wystarczyłoby trochę bardziej porcjować informacje. Można oddzielić trasy danych linii wraz z czasem potrzebnym do pokonania odpowiednich odległości od odjazdów z przystanku początkowego. Wskazanym byłoby również rozmieszczenie informacji w taki sposób, aby nie 'zlewały się' one z otoczeniem, tak byśmy mogli bezbłędnie je odczytać i nie spóźnić się na zaplanowaną randkę z Tindera.
## Osobne krany (Zimna i ciepła woda w separacji)

W większości tradycyjnych domów w Wielkiej Brytanii możemy napotkać się na raczej niewidywany w Polsce interfejs zlewów i umywalek. Oto dwa krany - z ciepłą i zimną wodą - rozłączone, po przeciwnych stronach zlewu. W efekcie użytkownik, chcąc umyć ręce, może zrobić to tylko w bardzo zimnej albo bardzo ciepłej wodzie. O zmieszanej wodzie temperatury pokojowej można tylko pomarzyć.
Mycie rąk zamienia się w dziwną wersję gry zręcznościowej Wolf&Eggs, a poparzenia nabyte pod jednym kranem możemy od razu znieczulić pod drugim. To brzmi jak całkiem niezłe ćwiczenie koordynacji ruchowej, ale na co dzień nie do końca się sprawdza. Zatkanie korka i napuszczenie wody do zlewu też ma wady: zajmuje czas i marnuje wodę.
U bardziej zirytowanych użytkowników może dochodzić do takich absurdów jak domowa "naprawa" kranu:

Po co więc tworzyć interfejs, który i tak będzie trzeba poprawić?
A do poprawy wystarczyłoby tak niewiele. Gdyby ktoś wymyślił jakieś połączenie, jakąś jedną metalową rurkę, która połączyłaby dwa krany, aby woda leciała tylko jednym. Szkoda że nikt jeszcze nie w padł na taki prosty a jakże szalony pomysł konstrukcyjny. Choć nie wiem czy tradycjonaliści są gotowi na takie rozwiązania.

O takie proste rozwiązanie.
###### tags: `kck`